Wola istnienia

 

Jestem drzewem
Choć skrzywionym
Duma karze
utrzymać zieleń
Wiatrem targana
Milczenie się okrywam
Pragnę w topić w drzewa dookoła
Choć krótko
Dumnie rosnąć
Pod zmienną
kopułą nieba

Amelia

Jesteś po to by
ocieplać mroźne wieczory
ogrzewać dusze zbolałe
co życie chłodem nie oszczędzało

Czasami myślę że jesteś aniołem
Zielonym
utkanym z drzewa nadziei
by nam przywracać w dobroci wiarę

Koniec

Zła godzina

Rytm wybija

Krok w krok

równo

Jak bicie zegara

Odmierzając drogę

 

 

 

 

Płonie świeca

Wiatrem targana

Co i rusz nie pewna

Swego żywota

Ukraina

Nie płacz dziecko

Dziecko drogie

Łzami braci

Nie ożywisz

Nie płacz dziecko

Dziecko drogie

Stanął w ogniu

Dom nasz cały

Nie płacz dziecko

Dziecko drogie

Nie opuszczę

Póty będziesz

Dumnie kroczył

Po ojczystej ziemi

 

Bez tytułu

W zbożu łanach wiatr zamruczał

Słoneczniki niczym słońca

Pną się w niebo pewnie

Bocian chyli czoło

Przed żaby straceniem

Walki krzyczą

W łanach poszukują prawdy

Zgasły słońca połamane

Dzień letni czarne chmury zatrwożyły

Chylę czoło nad straconymi

Zapalając świecę

Bez tytułu

 

Szła baba miedzą tęgą

Chłopa spotkała hożego

W zarośla wartko pognali

Chędożyli aż gałązki huśtały

 

 

O! losie
O!losie
Wróćcie dziatki prędko
Papcio w rowie poległ
O! losie
O! losie
Cóż teraz pocznę
Dziatwy kochane
O! losie
O! losie
Czeka tęgie lanie
Pijanego diabły miotają
Gdzież wy były- matka szlocha
Trza ojczulka strzec
To wina wasza tylko
żeście ojca zostawiły
O! losie
O! losie

Bez tytułu

Persona tęskniąca ramion Ojca
Nie zazna oazy niebiańskiej
Ni sensu kamienistej drogi
Lecz w żalu zatonie i myśli destrukcji

Bez tytułu

W popielniku szukam słów spalonych
Niewypowiedzianych za dnia noc zawinęła
Choćbym ogień rozpaliła nie odnajdę… cię

Bez tytułu

Jesienna mgła czas spowiła
Kurz na krześle siadł
W popielniczce zgasł papieros
Niedoczytana powieść zżółkła
Nie popłynie gawęda na dobranoc
Nie usłyszy wspomnień dawnych
Nie zaśpiewa piosnki żadnej
Tylko w sercu żal przycupnął
I smutek się rozgościł

Nr 126 sektor 18
Pozostaje w naszej pamięci

Bez tytułu

Na rękach czerń
Zbieram plony
Zlęknionych dni

Papierowych braci
Bliskości ułudna
Iluzji sieć mordercza

Uchybienia Boga
Dziś poprawiam
Buduję z klocków
Obecność od nowa

Bez tytułu

Nienawidzę cię nerwico
Co drzesz kolejno dusze
Zimne macki zaciskasz
Coraz to ciaśniej oddycham
Coraz to marnej postury
Jak osika drżę i szlocham
Nerwico co mnie zasysasz
Poluźnij swe więzy
Bym mogła czerpać z życia
Z wolnością przed sie podążać

Bez tytułu

Obłudą jest
Fałszywą zmorą
W duszy tratuję
W myśli przeklinam
Wzdycham i pluje
Zaraza przebiegła
Potwór nieczuły
Nienawiść zaklęta
Czara goryczy
Grzechów ukrytych

Bez tytułu

Nie wiem
Dokąd idę
Kim jestem
Co było
Jest
Będzie
Też tego nie mieszczę

Myślę
Czuję
Żyję
Więc jestem człowiekiem?

Cele
Marzenia
Pragnienia
Wciąż podążam misternie

Jestem
Byłam
Będę
Tą co poszukiwać wciąż będzie

Bez tytułu

Smutek jak poranek mglisty
Słaniam się niemrawie
Pomiędzy cieniami, zmorami
Strach przy nodze drepcze
W łzach delikatnie pieszczę ból
W myślach modlitwę klepię
Oczyszczenie z sideł pajęczych
Cierpienia wspomnień rogatych
Myśli nieukojone błąkają bezwiednie
Emocje próbuje w strzępy rozedrzeć

Bez tytułu

A gdy świt obudzi skronie
Kowal żwawo się ubierze
Pędzi przed się, pędzi zwiewnie
Do monopolowego grzaniec będzie

Bez tytułu

Nerwica

Zaraza myśli jak trąd przed wiekami
Natrętna jak komar przed zaśnięciem
Zjadliwa jak tasiemiec w psim brzuchu
Zwał jak zwał zawsze niszczy

Bez tytułu

Grzechem by było nie wierzyć
w sens dnia codziennego
gdy przychylne wiatry
zawiewają zapach marzeń spełnienia
Przyjemny ciepły zefir
nadzieję przynosi obiecaną
I gładzi delikatnym podmuchem
Radości spokoju wytchnienia

Nostalgia

Nostalgia puka do szyb
Dźwiękiem płynących łez
Śmiech w kącie się zaszył
Skruszony jak odepchnięty pies
W popielniczce upływa czas
Za drzwiami obcy świat
Niezrozumiały
Pełen niedokończonych spraw
Jutro
Jutro będzie czas
Dziś
Dziś jestem tylko ja i
nieba płacz

Majowy optymizm

W ciszy swe sny maluje

Pejzaż zieloni
Horyzont nadzieją się jawi
Letniego ciepła oazy
Źródlaną wodą
swe marzenia napoję
Niech rosną w zdrowiu
W tęczowych promieniach
Zwycięstwa szczyty zdobyte
 
 
 

Brak tytułu

Kurtyna odsłania
Obraz zgliszczy
Martwych myśli
Pustka czernią
łzawych historii
Płachtą mokrą
Nieprzychylnych słów
Zdrożnych drogowskazów
Sennych wizji
Marzeń poległych 

Ognisty anioł pory letniej

Noc rozbłysła gniewem nieba
Wiją się na atramencie
smugi światła niczym nimfy
Po czym groźnie świat zamruczy
Letnim deszcze spłynie chmura
Śpiewa nocą niebo
Pieśń powietrza ukojenia

Brak tytułu

Jestem…
obłokiem szybującym po niebie
Jestem…
leniwym ulotnym marzeniem
Jestem…
wiatrem i burzy gniewem
Jestem…
kuszącą wiłą na polanie
Jestem
i zimą chłód za sobą niosę 
i wiosną
nadzieję przynoszę
latem
śpiewem ciszę rozłocę
Jestem…
Ana

Brak tytułu

Lubię patrzeć na ciszę
Jej skrzydła niebieskie
 bezgranicznego nieba
Owocem ciszy są swobodne myśli 
niczym wolne ptaki szybujące w przestrzeni
Cisza inspiruję.Natchnienie wierszem pisane
Potokiem myśli szumiącym spokojem.
Przerwałam ciszę
 kaleczą duszę wspomnieniem
łez krzykiem.

Brak tytułu

Zimny łyk zatracenia

Przełykam brud

Wbijam miecz

Rzeczą staję się

Do twych sług

 

….a

jutro będę Ewą…

najczystrzą z cnot

Skruszoną

Cierpiniem oczyszczoną

 

Jutro Ewą mam się stać

Nagości zarzucić płaszcz

Przejść przez zimne mury miast

 

Dzisiaj jestem sobą

Jutro będę Ewą

Brak tytułu

Łzy krwawe krople ran
Sączą czerwonym potokiem
Rwącym
Omywając wnętrze

Oczyszczam duszę
Opróżniam dzban
Ołowi cierpienia

Myśli przestraszone
Pies porzucony
Skulony marznie

W ciemnym azylu zniknąć
Schodami podążyć
do słońca

Brak tytułu

Lubię patrzeć na ciszę.
Jej skrzydła niebieskie
 bezgranicznego nieba.
Owocem ciszy są swobodne myśli
jak wolne ptaki szybujące w przestrzeni.
Cisza inspiruję.
Natchnienie wierszem pisane.
Potokiem myśli szumiącym spokojem.

Przerwałam ciszę kaleczą duszę wspomnieniem
łez krzykiem.

Brak tytułu

Poezja, nieśmiertelność duszy


Czas, liczydło cierpień.

Strach,olśnienie rzeczywistości.


Wewnętrzny krytyk

Powiesić na sznurze

wszystkie dotkliwe słowa

Rozbić pięścią lustro

obcej postaci przerwać życie

Władzę odebrać temu co

 za kare do kąta zagania

Oddechem wypełnić płuca

prawdziwym powietrzem

pragnień własnych

nie narzuconych

swobodnych

 

Brak tytułu

Dziecko słońca

ciepłem lód roztopi

Dziecko słońca

Uśmiechem niebo maluje

po burzliwej nocy

Dziecko słońca

O nic nie prosi

Dziecko słońca

Bez skarg że boli

gdy nóż wbijał do woli

Dziecko słońca

Najjaśniejsze pośród twardych planet

Dziecko słońca

Tak oczywiste i nie ważne

Dziecko słońca

Księżycem się stało

Brak tytułu

Liczę samotność
srebnych kropli deszczem
Jedna
Druga
Jak dzień 
rok
życie
Zbieram do pudełka
na zaś
jak zabraknie
kropli
ukojenia

Zakłamane

Szukam ukojenia w potoku słów

Zaczernąć czystej wody

Wiarą napoić krew i duszę

Prawdę oddzielić od plew

Zakotwiczeni

Planujesz życie
a na cztery spusty
zamykasz przed sobą świat
Pragniesz żyć
tak do utraty sił
ale zawsze jak powieje
 sprzyjający wiatr
Szare ramy ma twój świat
zamiast mienić się tysiącem barw
Już odpływa twój prom
Bilet nieważny jest
Nawet na gape przez życie płyń
Lepiej słonej wody poznać smak
Niż stać na brzegu

Brak tytułu

Wolność to przestrzeń uczuć
Z ram zasad wyswobodzenie
Szczęście jak papieros
Ulotna przyjemność
uchodzi z dymem

Brak tytułu

Uderzam w ciszę
Gniewny teatr
papierowych ról
 I milczę
zawiązując sznur
……………………….
Chciałbym być Mnichem co z cierpienia czerpie siłę
Zamiast Głupcem co wciąż nie wie po co żyję
Chciałbym być Papieżycą co światu całemu współczuję
Zamiast Diabłem co nastawia rogi w uzależnieniu tratuję
Na swej drodze nie chcę spotkać wieży
co w popiół świat przemieni
Ni Gwiazdy co tylko złudzeniami mami
Chciałbym być Śmiercią
tylko niech będzie w układzie tą pierwszą

Brak tytułu

Zwiędłe kwiaty w moim ogrodzie
Wiele lat w odrętwieniu trwam
Pielęgnuje martwe róże
Podlewam łzami
Nawożę zwątpieniami
Szlachetny ogród
cierpieniem usłany
Ciało bliznami znaczone
Cmentarzysko rozpaczy
Szlaków ciernistych
Donikąd

 
Kamień nie szlifowany
Nie odkryty żyję
i pęka
Słowami wzgardy kuty
Diamentowe wnętrze uśpione
W teatrze gniewnym
Kamień gardzony
Diament niedostrzeżony
Dotknięty czasem przeminie
Zniknie
w czeluściach odległych
Bezpowrotnie zginie
 
Do połowy zapisana księga
Na szarych kartach
Atrament łzami plami

Brak tytułu

W objęciach nocy

Zastygam w czeluściach czasu
Ogarnięta przesytem nicości
 Skała
Wiatr kruszy
Klepsydra przemijania
Życie kreśli pijany pisarz
Laleczka z porcelany
Rozbiję się zlękniona
Nagłym dotykiem przestraszona
Ma półce pośród innych
Samotna patrzy stęskniona
I marzy skrycie
za ciepłym dotykiem
Kurz osiada na bladej twarzyczce
Brudna w cień umyka
W sieci pająka cichutko szlocha
Szukam światła nocą
ciepła zimą
Jak odnaleźć zieleń w mroku
Gdy zmęczone stopy krwawią
Fale strachu biją
o skaliste życie
Jestem drzewem
Choć skrzywionym
Duma karze
utrzymać zieleń
Wiatrem targana
Milczenie się okrywam
Pragnę w topić w drzewa dookoła
Choć krótko
Dumnie rosnąć
Pod zmienną
kopułą nieba
Przytul mnie życie
niech ukołysze mnie do snu
ciepły dotyk nadziei

Brak tytułu

Ja
 Róża
Ciernista
Urokiem kusząca
Rani
Ja
Róża purpurowa
Bez krwi wyblakła
Woń zasuszona
Ja
 Szmaragdowa
Smętna postać
Ja
 Królowa cieni
Jednym ruchem
Przywołuje demony
Ja
Władczyni zamku wyobraźni
…………….
Ja róża czerwona
Od krwi poległych myśli
……………………..
W mgłę przemieniam się
Srebrnej nici kłąb
Przecinam ostrzem sznur
Rozsypuje się potokiem łez
Róża szlachetnieje w blasku krwi
…………………….
Życie bezsensowne
 próbować w dłonie uchwycić wiatr
Cudem życia
 zapomnieć się i gonić po łące wiatr
………………..
Ołowiane niebo
przemienia kwiaty
w martwe cienie
…………….
Słowa kreski namazane
gumka co przemienia cierpienie
w nadzieje
……………………………
Mój własny świat
Pokój a w nim okna dwa
Na północ mgła
Na wschodzie
 nadziei kwiat
Cztery kąty
Klatka a w niej ja